Neuron Kozudo, jako wódz wszystkich neuronów miał wizję. Zobaczył w niej tylko nikłą część tego, co napędzało ciekawość wszystkich neuronów co do całego świata, w którym istniały. Wszystko co zobaczył spisał w jednym wielkim woluminie, który nazwał jednym magicznym wyrazem w Wewnętrzym Języku Neuronów. To była tylko mała część tego, co było naprawdę, a to, co było naprawdę, było tylko małą częścią wszystkiego, co jest w ogóle, jednak neuronom to nie przeszkadzało w stopniu żadnym, żeby tą małą cząstkę wyolbrzymić do monstrualnych rozmiarów absolutu. Jakkolwiek rachityczne były wierzenia neuronów w tym momencie i zabarwienie karmy wszystkich neuronów przypominało skrajną część horyzontu pejoratywności, kamiennoduszne neurony mordowały swoją determinacją wszystkie pasożyty umysłu, istniejące pośród nich, lecz nie między nimi. Neuron Kozudo był jednak dumny ze swojej ofiary ku prowadzeniu całej sterty neuronów ku doskonałości.

Każdego dnia był coraz bardziej pewien swojej wartości, swojego całego dumnie wypełnionego dumą po brzegi całej trójcy umysłu ego, stając się NIEMAL tym, co zobaczył w swojej wizjii, czyli istotą która nie podlega żadnym prawom i morałom, żadnym regułom i myślom, istotą między wierszami i obejmującą wszystkie wypowiedziane wczoraj, dzisiaj i jutro litery i cyfry. Z sekundy na sekundę, z minuty na minutę, z godziny na godzinę stawał się coraz bardziej doskonałą cząstką samego siebie, w końcu jednak kończąc wybuchem totalnego i bezładnego chaosu, z powodu nadmiernej boskości.
