Babiloński post
Tagi:

Przez kilka ostatnich lat ciężko było nie usłyszeć o nowym "hobby" polskiej warstwy społecznej. Mało ważne już jest po co ludzie tam jadą (problemy z prawem, problemy z urzędem skarbowym, problemy rodzinne, problemy, problemy, ..., praca), każdy jednak zdaje się przywozić ze sobą jakiś cenny suwenir który by upamiętniał ten wspaniały czas pobytu na emigracji, z dala od szumu polskich trędowatych i rżenia końskich ryjów. Niektórzy przywożą sobie kubki lub ręczniki, bardziej ambitni przyjeżdzają samochodami, które potem lądują w portfelach właścicieli, zdarzają się nawet tacy, którzy jako prezent fundują sobie zmianę obywatelstwa... a jeżeli chodzi o mnie, to zafundowałem sobie prezent w postaci kawalerstwa nauki na szkockim uni :).

Kolejne crackme zostało złamane

Tak więc od właściwie miesiąca już nie obowiązuje mnie przede wszystkim wyspiarskie jedzenie (tam, gdzie śniadania są skomponowane z tostów i sera, wraz z witaminami ketchupowymi), wyspiarska kultura (tam, gdzie kobieta obsługująca klientów w banku, wiek ok. 40 lat, posiada tatuaże na dłoniach), wyspiarska biurokracja (tam, gdzie jednego dnia urząd nakazuje biednym studentom zmieniać lokum mieszkaniowe, żeby potem kilka dni przed przeprowadzką darować to sobie), wyspiarska pogoda (tam, gdzie w zimę nie spadnie ani jeden płatek śniegu, za to na wiosnę ulice są pokryte białą warstwą niczym lusterko speedowca), wyspiarskie studia (tam, gdzie pani z sekretariatu pierwsza wyciąga rękę na pomoc) ani też wyspiarskie ceny (każdy wie jakie są). Witaj, Babilonie! C... ale kyrk...